Inny wymiar cd...2
(
Adobe Illustrator CS2)

Rok temu, w nadziei rozproszenia mgły smutku, który ogarnął mnie po zakończeniu pisania książki, wyruszyłem na biwak do znajdującego się w pobliżu mojego domu lasu i rozbiłem namiot pod grupą sosen. Spędziłem tam cały dzień nasłuchując dzwięków natury, prowadząc zapiski w dzienniku i rozmyślając - cały ten czas będąc pod wpływem psychodelicznego narkotyku. Następnego ranka wróciłem do mej żony i dzieci czując się lepiej niż dane mi było się poczuć przez ostatnie kilka miesięcy.

To co zrobiłem tego dnia nie powinno być nielegalne. Dorośli poszukujący oświecenia lub wglądu w siebie powinni mieć prawo konsumpcji takich psychodelików jak LSD, psylocybina czy meskalina. Prawa Stanów Zjednoczonych aktualnie klasyfikują je jako \'Schedule 1 drugs\' - leki nielegalne dla wszystkich zastosowań, ponieważ są groźne dla zdrowia i życia. Jak jednak wykazują najnowsze badania, psychodeliki, z którymi miało kontakt ponad 20 milionów mieszkańców USA bywają całkowicie niegroźne, a nawet polepszają stan zdrowia, jeśli bierze się je we właściwy sposób.

Popierając się tymi badaniami, niektórzy nauczyciele akademiccy i naukowcy proponują rozważenie zniesienia prohibicji na psychodeliki, albo, jak nazywają je ludzie wierzący w ich pozytywne duchowe działanie - entheogeny, "czyniące bogiem". Ten dylemat prawny ostatnio wyszedł na światło dzienne w wyniku działań religijnego zgrupowania z Nowego Meksyku, które pozwało rząd Stanów Zjednoczonych za zabranianie im picia halucynogennego wywaru, zwanego ayahuasca, w czasie ceremonii religijnych. Sąd federalny wyda wyrok w tej sprawie w najbliższych dniach.

"Nie ma wątpliwości, że halucynogeny mogą być używane w nierozumny sposób" - mówi Charles Grob, psychiatra z UCLA-Harbor Medical Center, który składał zeznania w sprawie o ayahuasca i jest liderem ruchu na rzecz odbudowania opinii na temat tych substancji - ", ale te badania wskazują, że mogą być także użyte w sposób bezpieczny, w pewnym zakresie parametrów".

Po odkryciu 60 lat temu nieprawdopodobnych efektów działania LSD przez szwajcarskiego chemika, Alberta Hofmanna, wielu psychiatrów rozważało użycie tego i podobnych związków chemicznych jako potencjalnych składników terapii schorzeń psychologicznych. Oto dlaczego psychiatra Humphrey Osmon nazwał te leki "psychodelicznymi", od greckiego trzonu, który oznacza "dający wgląd w umysł". Do połowy lat 60. czasopisma medyczne opublikowały ponad 1,000 prac opisujących leczenie psychodelikami ponad 40,000 pacjentów cierpiących na szeroką gamę zaburzeń - od schizofrenii do alkoholizmu.

Jedno z bardziej znanych badań z tego okresu, znane jako "eksperyment w Wielki Piątek", sprawdzał zdolność psylocybiny (aktywnego składnika tak zwanych magicznych grzybków psylocybków) do wywoływania duchowych przeżyć. W Wielki Piątek 1962 roku, psychiatra z Harvardu, Walter Pahnke, podał psylocybinę oraz placebo grupie 30 studentów i profesorów seminarium zgromadzonym w bostońskim kościele. Większość z osób, które otrzymały psylocybinę opisywało doznania niebiańskiego olśnienia, iluminacji oraz przeżyć osobistego wyniesienia do wymiaru duchowego, których efekty pozytywne były trwałe.

We wczesnych latach 70. rosnąca popularność psychodelików wsród młodzieży skłonionej przez Timothy Learego do "podłączenia się, dostrojenia i odpadnięcia" spowodowała represje rządu. Psychedeliki zostały zdelegalizowane i praktycznie wszystkie badania nad nimi zostały wstrzymane z powodu rosnącego zaniepokojenia ich potencjalnym negatywnym działaniem społecznym i zdrowotnym. W 1971 roku Journal of the American Medical Association ostrzegał, że wielokrotne spożycie psychodelików zwykle prowadzi do trwałego "wyniszczenia osobowości".

Dalsze badania wykazały, że panika ta nie miała oparcia w faktach, jak powiedział John Halpern, psychiatra z Harvard Medical School. Faktem jest, że psychodeliki mogą spowodować gwałtowne nawroty choroby i czasami trwałe zmiany na gorsze, szczególnie u osób podatnych na choroby psychiczne, ale Halpern twierdzi, że substancje te są zwykle całkowicie nieszkodliwe, o ile są zażywane przez ludzi zdrowych, w sprzyjających okolicznościach.

Jako dowód, Halpern cytuje prowadzone przez pięć lat badania nad społecznościa członków Kościoła Rdzennych Amerykanów, które niedawno ukończył wraz z kolegą z Harvardu. Członkowie tego kościoła mają pozwolenie od rządu USA na spożycie zawierającego meskalinę kaktusa - pejotlu, jako sakramentu. Osoby, które brały pejotl ponad 100 razy nie wykazywały żadnych ubytków neurokognitywnych w porównaniu z grupą kontrolną.

Podobne wyniki ujawniło badanie nad ayahuasca prowadzone przez psychiatrę z UCLA, Groba, oraz innych naukowców, które to badania Grob opisuje w kolekcji esejów "Hallucinogens". Ayahuasca, wywar parzony z dwóch roślin rosnących w delcie Amazonki zawiera potężny psychodelik - dimetylotryptaminę aka DMT. Mimo, że herbatka powoduje mdłości i biegunkę, indiańscy szamani od setek lat bardzo ją cenią z powodu jej zdolności wywoływania wizji. Od 1987 roku jest ona podawana jako legalny sakrament w kilkunastu kościołach w Brazylii. Najwiekszy z nich to Unia Do Vegetal (UDV), który łączy elementy chrześcijaństwa z kultem przyrody. Ma on 8,000 członków.

Grob i jego koledzy stwierdzili, że członkowie UDV byli jako ogół o wiele zdrowsi fizycznie i psychicznie niż grupa kontrolna. Ludzie z UDV mieli także podwyższone stężenie receptorów serotoniny, neurotransmitera odpowiedzialnego za odporność na depresję i inne zaburzenia psychiczne. Wielu z członków UDV powiedziało naukowcom, że ayahuasca pomogła im przezwyciężyć alkoholizm, uzależnienie od narkotyków i inne zachowania prowadzące do samozniszczenia.

Odkrycia te dały członkom UDV z Nowego Meksyku odwagę do pozwania Departamentu Sprawiedliwości USA w celu uzyskania legalnego prawa do picia swojego sakramentu. Sprawa rozpoczęła się w 1999 roku, kiedy agenci federalni zrabowali 30 galonów ayahuasca, które grupa członków UDV sprowadziła z Brazylii. W sierpniu, sędzia federalny w Albuquergue wydał wyrok pomyślny dla UDV. Sędzia stwierdził, że Departament Sprawiedliwości nie był zdolny wykazać, że ayahuasca jest tak niebezpieczna dla zdrowia, że usprawiedliwia to zakazanie jej użycia przez członków UDV w ich praktykach religijnych. Prawnicy Departamentu Sprawiedliwości wnieśli apelację i sprawa jest teraz prowadzona przez 10th Circuit Court w Denver.

Oczywiście nawet zwolennicy entheogenów przyznają, że ich zażywanie niesie pewne ryzyko. Ayahuasca może spowodować nieregularności w działaniu serca i inne niebezpieczne skutki uboczne, jak zaznacza Grob, w połączeniu z amfetaminami, antydepresantami, serem, czerwonym winem i innymi powszechnie spożywanymi substancjami. Pijący ayahuasca zwykle poszczą przed sesją, aby zredukować ryzyko wystąpienia tych skutków ubocznych.

W swojej nowej książce "The Antipodes of the Mind" będącej dogłebnym studium nad wizjami powodowanymi przez ayahuasca, izraelski psycholog Benny Shanon wspomina, że napar przemienił go z "wojującego ateisty" w kogoś oszołomionego cudami natury i ludzkiej świadomości. Ostrzega on jednak, że ayahuasca może być także "najstraszliwszym z kłamców", powodując, że niektórzy jej użytkownicy nabawiają się wiary w duchy, telepatię i inne okultystyczne fenomeny. W podobnym duchu wypowiada się w "Cleansing the Doors of Perception" znany nauczyciel religijny Hunston Smith - wspomina, ze podczas "eksperymentu w Wielki Piątek", w którym brał udział, jeden z badanych stał się tak pobudzony, że trzeba mu było wstrzyknąć Torazynę. Smith mimo to upewnia słuchaczy, że entheogeny mogą pełnić duchową rolę, o ile zachowa się dla nich należyty szacunek; wiemy przecież, że zmieniające świadomość substancje grały znaczącą rolę w przeszłości, inspirując wiele religii, takich jak Hinduizm czy kult Eleuziański z Starożytnej Grecji.

Mam przeżycia z pierwszej ręki w temacie dwoistej natury entheogenów, które zażywałem od czasu do czasu od lat nastoletnich. Przeżyłem chwile straszliwego strachu; jeden szczególny bad trip w 1981 roku spowodował u mnie niepokojące flashbacki przez kilka miesięcy. W sumie jednak pozytywy przeważyły negatywy. Zwykle czułem się tak, jak podczas mojego odlotu na LSD ostatniego lata - egzystencjonalnie odświeżony, z odnowionymi pokładami zachwytu nad codziennym życiem.

Entheogeny są o wiele mniej uzależniające i toksyczzne niż alkohol czy tytoń. Dlaczego więc wciąż zabrania się nam doznania ich pozytywnego działania, niezależnie czy odbędzie się to w kontekscie religijnym czy nie? Ryzyko mogło by zostać zminimalizowane poprzez udostępnienie tych substancji wyłącznie pod kontrolą licencjonowanych terapeutów, którzy mogliby przebadać klientów pod kątem niestabilności umysłowej i poradzić im jak wynieść jak najwięcej dobrego z psychodelicznego przeżycia. Niektórzy ludzie mogliby otrzymywać recepte na entheogeny w celu leczenia konkretnego zaburzenia, takiego jak depresja czy alkoholizm. I tak samo jak leki takie jak Prozac i Viagra, mogły by być one przepisywane nie tylko by leczyć chorych, ale także polepszyć jakość życia zdrowych ludzi.

Ten scenariusz może wcale nie być tak nieprawdopodobny na jaki wygląda, zważywszy na decyzję sądu z zeszłego roku, pozytywną dla UDV z Nowego Meksyku i inne wydarzenia. Na University of Arizona trwa legalne badanie nad zdolnościa psylocybiny do leczenia nerwicy natręctw, a psychiatra z UCLA, Grob, niedawno otrzymał zezwolenie FDA na zbadanie czy psylocybina może zmniejszyć poziom lęku u pacjentów w terminalnej fazie raka. Może więc ci, którym dane jest od czasu do czasu spotkać się ze światem psychodelików będą mogli czynić to bez uczucia bycia wyjętym spod prawa? Azaliż nie byłby to niesamowity odlot?
Autor: John Horgan, Slate Magazine May 7, 2003 tłumoczenie: agquarx